Artykuł · Opublikowano 23 września 2026
Terapia własna psychoterapeuty: jak prowadzić notatki między sesjami, kiedy wiedza zawodowa przeszkadza
Psycholog na fotelu klienta ma jeden problem, którego nie ma inny klient: wie, co terapeuta robi. Rozpoznaje interwencję, zanim wybrzmi, nazywa własny opór, zanim go poczuje, i pisze w głowie notatkę z sesji zamiast być na sesji. Notatki między sesjami nie usuwają tego problemu, ale dają mu miejsce - żeby wewnętrzny superwizor miał gdzie mówić i nie mówił przez cały czas.
Na początku: kontrakt ze sobą
Zanim zaczniesz notować sesje, jedna strona z dwoma odpowiedziami na to samo pytanie: dlaczego tu jestem - wersja oficjalna (bo szkolenie wymaga godzin terapii własnej, bo warto znać drugą stronę) i wersja prawdziwa. Obie mogą być prawdziwe jednocześnie. Do tego jedno zdanie: po czym poznam, że ta terapia działa. Bez tego zdania po pół roku nie da się ocenić, czy coś się przesunęło, czy tylko minęło.
Osobno strona o bezpieczeństwie: czego potrzebuję od terapeuty, żeby mówić otwarcie; czego trudno mi powiedzieć wprost i co mi to utrudnia. Ta strona jest do pokazania terapeucie, jeśli zechcesz, albo do samodzielnego czytania w tygodniu, w którym chcesz odwołać sesję.
Między sesjami: jak było
Tydzień między sesjami to miejsce, gdzie dzieje się większość terapii, i miejsce, którego najczęściej nie ma w żadnych notatkach. Wystarczą cztery pola: co było dobre, co było trudne, jakie uczucia wracają, co chcę zabrać na następną sesję. Do tego wolne miejsce na rysunek albo kilka słów bez struktury. Nie po to, żeby przynieść terapeucie raport, tylko żeby nie tracić tygodnia z pamięci między dwiema godzinami.
Przed sesją: pięć minut w poczekalni
Krótka strona wypełniana tuż przed: co zauważam w ciele teraz, co wnoszę na tę sesję (z zapisków z tygodnia), co chciałabym pominąć, czy dziś to powiem - tak, nie, zobaczymy. Do tego temat, który odkładam, i licznik: który to już raz. Ten licznik jest najbardziej niewygodnym polem w całym dzienniku i dlatego działa.
Dwie skale, napięcie i energia, od 0 do 10, zaznaczane kreską. Nie po to, żeby liczyć, tylko żeby po dwudziestu sesjach zobaczyć, że na sesje przychodzisz z napięciem 8, a wychodzisz z 4 - albo odwrotnie.
Po sesji: zanim wiedza zawodowa wróci
Najważniejsza strona i najkrótszy czas na jej wypełnienie: w drodze powrotnej, zanim mózg wróci do trybu klinicysty. Co zostało po tej sesji. Jedno zdanie z sesji, które chcę zapamiętać. Czego dziś nie powiedziałam. Co chciał powiedzieć mój wewnętrzny superwizor - to jest parking dla wszystkich uwag technicznych ("tu bym zrobiła inaczej", "to była za wczesna interpretacja"), które inaczej zajmują całą sesję. Czy wrócił jakiś wątek - jeśli tak, dopisać do mapy. I osobno, wyraźnie oddzielone: czego ta sesja uczy mnie o mojej własnej praktyce. To pole jest po to, żeby lekcja zawodowa miała swoje miejsce i nie zjadała reszty.
Mapa wątków
Jedna strona na całą terapię: tematy, które wracają, a przy każdym numery sesji, w których się pojawiły. Po dziesięciu sesjach widać na niej rzeczy, których nie widać w żadnej pojedynczej notatce: wątek, który wraca co trzecią sesję i nigdy nie zostaje dokończony; wątek, który ucichł; wątek, od którego naprawdę należałoby zacząć. Mapa jest też najlepszym materiałem na rozmowę o tym, czy terapia idzie tam, gdzie miała iść.
Co sześć sesji: przegląd i ciało
Raz na sześć sesji dwie strony. Pierwsza to ciało i emocje: uczucie, które wraca najczęściej, jak wygląda z zewnątrz, czego potrzebuję, kiedy przychodzi, plus mapa ciała na neutralnej sylwetce i cztery ramki - kolor, kształt, temperatura, ciężar - na opisanie go bez słów. Druga to przegląd: co się przesunęło, co stoi w miejscu, o czym nadal nie mówię, co chcę wynegocjować z terapeutą (cele, częstotliwość, podejście, coś innego) i jak chcę to powiedzieć.
Narzędzia na trudne tygodnie i godziny do rozliczenia
Na końcu warto mieć trzy rzeczy pod ręką: słownik mylonych uczuć (dla osoby, która zawodowo nazywa uczucia innym, własne bywają najtrudniejsze), krótki protokół na chwile, gdy trudno cokolwiek nazwać, i gotowe zdania na rozmowę, gdy terapia staje w miejscu ("od kilku sesji mam wrażenie, że..."). Dla osób w szkoleniu do tego tabela godzin terapii własnej, bo na końcu roku ktoś o nią zapyta.
Zeszyt czy gotowy dziennik
Wszystkie te strony da się narysować w zwykłym notesie. Gotowy dziennik oszczędza decyzję "co dziś zapisać" w tygodniu, w którym nie ma na nią siły. "Po drugiej stronie fotela" Wren Marlow (Parkova) ma dokładnie ten układ: kontrakt ze sobą i strona bezpieczeństwa, mapa wątków, 24 sesje po cztery strony (między sesjami, przed, po), co sześć sesji ciało i emocje oraz przegląd, na końcu słownik uczuć, protokół, gotowe zdania i tabela godzin. 144 strony, format 15,24 x 22,86 cm, bez dat. Wydanie polskie jest na Amazon.pl, angielskie "The Other Side of the Couch" na pozostałych rynkach, w wersji klasycznej i kolorowej z malowanymi brzegami. Dziennik nie zastępuje superwizji ani terapii; jest po to, żeby lepiej z nich korzystać.